Kto raz złapie bakcyla gry torbę z czternastoma różnymi kijami jest w stanie zabrać ze sobą choćby na koniec świata. Dlatego nie powinno dziwić, że obiekty znajdziemy od koła podbiegunowego po pustynne regiony, od wysp Cooka do… bazy wojskowej Guantanamo.
Poza znanym z przetrzymywania terrorystów więzieniem, teren nazywany GITMO przypomina zwykłe amerykańskie miasteczko: stacjonujący tutaj żołnierze mają do dyspozycji jedyną na wyspie restaurację McDonald's, kawiarnię Starbucks, boiska do siatkówki, a zatem nie mogło zabraknąć i pola golfowego. 9-dołkowy obiekt Yatera Seca wojskowi nazywają częściej Lateral Hazard Golf Course. Na pustynno-żwirowym terenie greeny (część pola najbliżej dołka) musiały zastąpić maty ze sztuczną trawą, ale spragnionym gry żołnierzom nie przeszkadzają nawet spalone słońcem fairway’e.
Pasjonaci mawiają, że „nie ma złej pogody na golfa, bywają jedynie źle ubrani golfiści”. Dlatego ani upał, ani mróz nie jest przeszkodą w uprawianiu hobby.
Na Islandii, gdzie na 300 tysięcy mieszkańców przypadają aż 72 pola, grać można niemal cały rok. Zielone równiny pozbawione drzew, otoczone polami zastygłej lawy i widokami na ośnieżone szczyty wulkanów tworzą krajobraz, obok którego trudno przejść obojętnie. Jakby tego było mało w kraju potomków Wikingów grą można się delektować przez całą dobę - w czerwcu i lipcu jasno jest w końcu nawet o północy.
Jeśli chodzi o śnieżną odmianę to oprócz gry na standardowych polach pokrytych śniegiem, czy zamarzniętych jeziorach, wybrać można ekstremalną wersję. Golfowe Lodowe Mistrzostwa Świata odbywają się od lat w Uummannaq na Grenlandii. Pole golfowe jest tu otoczone lodowcami i górami lodowymi, niskie temperatury są gwarantowane, a przy odrobinie szczęścia, podczas gry spotkać można niedźwiedzia polarnego. Zasady pozostają prawie niezmienione. Pole jest trochę krótsze, a dołki większe. Pewne zmiany zachodzą natomiast w kolorystyce. Ze względu na zimową scenerię piłka jest pomarańczowa, natomiast green nie może pozostać zielony. W tej wersji trawiasty green zastąpiony jest lodowo-śnieżnym „whitem”.
Co innego w golfie miejskim, bo przecież… otoczenie asfaltu, chodników, latarni i budynków może być atrakcyjne do uprawiania sportu. Koncepcja urban golfa powstała około 1992 roku, kiedy to niemiecki dziennikarz Torsten Schelling zaczął grać w okolicach swojego biura w Berlinie. W dzisiejszych czasach wersja ta ma już wielu fanów na całym świecie. W miejskich turniejach zawodnicy nie uderzają bezpośrednio z chodnika, lecz z maty imitującej trawę, a w asfalcie nie kopie się dołków, lecz wykorzystuje kosze na śmieci bądź stawia sztuczne dołki.
W Polsce póki co najpopularniejsza jest tradycyjna odmiana. Wbrew potocznej opinii, że nasz kraj to nie golfowe eldorado, mamy kilka światowej klasy obiektów, plasujących się chociażby w setce najlepszych pól Europy. Okazją do gry na czołowych krajowych „osiemnastkach” może być udział w popularnej serii turniejów Deutsche Bank Polish Masters. Finał tej ligi na amatorów odbędzie się 25 września w First Warsaw Golf, w podwarszawskim Rajszewie. To najstarsze pole w powojennej Polsce, słynące nie tylko z pięknych parkowych widoków i malowniczej scenerii starorzecza Wisły, ale przede wszystkim ze swej trudności. Obiekt był trzykrotnym gospodarzem światowego Challenge Tour. W jednym z tych turniejów, w 1998 roku grał m.in. młodziutki wówczas Brytyjczyk Justin Rose, a dziś już mistrz olimpijski z Rio de Janeiro…
Jest jeszcze jedno wyjątkowe miejsce, w którym jak do tej pory udało się zagrać tylko jednemu człowiekowi. Mowa o Księżycu, na którym w 1971 roku piłeczkę golfową uderzył astronauta Alan Shepard. Od kilku lat pola golfowego na ziemskim satelicie są już nawet na desce kreślarskiej, gdyż takim pomysłem zainteresowała się japońska firma Shimizu Construction. Na międzygalaktyczne mistrzostwa w golfie przyjdzie nam jeszcze prawdopodobnie długo poczekać!
